Poniedziałek, 2018-04-23

Artykuły o św. Franciszku

Artykuły o św. Franciszku

Święty Franciszku – ks. Jan Twardowski

Święty Franciszku z Asyżu
nie umiem Cię naśladować –
nie mam za grosik świętości
nad Biblią boli mnie głowa
Ryby nie wyszły mnie słuchać –
nie umiem rozmawiać z ptakiem –
pokąsał mnie pies proboszcza
i serce byle jakie
Piękne są góry i lasy
i róże zawsze ciekawe
lecz z wszystkich cudów natury
jedyne poważam trawę
Bo ona deptana niziutka
bez żadnych owoców, bez kłosa
trawo – siostrzyczko moja
karmelitanko bosa

Rozmowa o Franciszku – ks. Janusz Pasierb

my krajobrazy Umbrii na pamiątkę
zostaniemy na wieki łagodne
my drogi zachowamy odcień jego szarego habitu
my drzewa rosłyśmy wyżej gdy wznosił ku niemu ramiona
my kwiaty nie umiałyśmy kwitnąć jak jego uśmiechy
my ptaki jakże on śpiewał
my ryby widziałyśmy jak poruszał srebrnymi wargami
ja świerszcz muzykujący kucnąłem na jego dłoni

niepewny jak spojrzenie chiromaty
ja wiatr gładziłem go czasem po włosach
my cienie zasypiałyśmy na jego policzkach
my światła ciemniałyśmy w oczach
mgły i chmury jak miłosierdzie
nad wilkiem i nad owcami

ja woda kochałam go niemal tak silnie jak ogień
ja śmierć przy nim zapominałam straszyć
ja bieda uwierzyłam że jestem na coś potrzebna
włóczył się mówi burgrabia
wyłudzał dodaje kupiec
błaznował mruczy uczony
goły w południe rumieni się biskup
śnił mi się nie zawezwany rzecze papież

ja go widziałem na jawie uśmiecha się sułtan
musiałem dobrze się trzymać żeby nie stracić posady
i tak dalej i dalej
coraz dalej
bractwa i zakony
jeszcze bracia mniejsi i więksi
i czarni i brązowi

a ja powiada Serafin z Alwernii
ja jeden widziałem go z bliska
gdy strzały jak krew ogniste
przeszywały mu dłonie i stopy

Litania do św. Franciszka – Franciszek Kamecki

Któryś wyrzeczenie wyjaśniał rozbieraniem się
przed bogatymi
nie miał ojca jeno siostry i braci
o którym powiadają że zostałby chętnie
strachem na wróble gdyby tak kijem na wietrze
i sukmaną można obronić pola ogrody przed nienawiścią
któremu smakowały zielone odpadki
śniły się pałace dla trędowatych jadłodajnie dla żebraków
hotele bezdomnych

którego widziano jak zapychał dziury wielkiego świata
w którego sąsiedzi rzucali byle jakimi klepkami
Któryś stworzył modę na wór pokutny ze sznurem włóczęgi
któryś wiedział co należy wziąć na długą podróż
ani torby ani laski ani parasola ani pieniędzy

któryś zamienił się w pointę opowiadania
o bogatym młodzieńcu co nie chciał sprzedać
obfitego majątku
spryciarzu przechodzący przez ucho igielne
jak wielbłąd
sprzedawco chleba który daje nieznaną sytość
przyjacielu rdzy i moli

Któryś poznał experimentum crucis
najniższe wyróżnienie
mały dla małych niczyj dla niczyich

Któryś w Porcjunkuli zgromadził entuzjastów głodu i bólu
duszą otworzył bezdomnym na rozdrożu
nie był większy ponad mistrza
krewny drzew i deszczów
wilków owiec ptaków i skorpionów

któryś zbudował niebo z pokory i biedy
ze światła i z liści i z literek ewangelii
Módl się za tych którzy nie wiedzą co czynią

Święty Franciszku – Sergiusz Riabinin

Święty Franciszku,
buduj arkę!
Ratuj świat
przed nowym potopem: –
żelastwa,
asfaltu,
dymów,
hałasu,
papierosów,
śmieci,
brzydoty,
kłamstwa,
zbrodni…
Błagaj Chrystusa
by zechciał wejść
do tej arki
i objąć ster!

Święty Franciszek z Asyżu w dialogu z kulturami – Jannis Spiteris

Zaistniał obecnie dość zaskakujący fenomen: po rozpadzie bloku komunistycznego kontakty pomiędzy różnymi religiami stały się trudniejsze niż wcześniej. Jesteśmy świadkami powstawania fundamentalizmu i izolowania grup nie tylko innych religii, jak islamu, ale także wewnątrz chrześcijaństwa, jak ma to miejsce ze wschodnią tradycją prawosławia. Rodzi się stąd wrażenie, że kultury i religie zamiast spotykać się w płodnym dialogu, zderzają się w nieufności i odrzuceniu, wynikających jakby ze wzajemnej bojaźni. Pozostając w sferze chrześcijaństwa zauważa się np.: że rosyjski Kościół prawosławny w czasie komunizmu był bardziej otwarty na dialog ekumeniczny, ponieważ stanowił on jedyną możliwość spotkania z wolnym światem, i był także rzecznikiem propagandy pacyfistycznej reżimu komunistycznego, teraz natomiast Kościół wschodni dąży do zamknięcia się w samym sobie i do odrzucenia jakiegokolwiek dialogu. Dochodzą do tego także trudności obiektywne powstałe na bazie tzw. problemu unitów, który zatruwa relację pomiędzy katolikami i prawosławnymi. W ten sposób to, co dla Kościoła katolickiego miało być łatwiejszym sposobem do zbliżenia z prawosławiem, okazało się dużą przeszkodą. Istnieją również trudności, które rodzą się z inwazji w krajach pokomunistycznych, tzn. obecność sekt protestanckich, ruchów i zakonów katolickich. Kościół prawosławny w tych państwach czuje się zagrożony, słusznie czy nie, i postrzega tylko jeden cel tej obecności – prozelityzm korzystający z ubóstwa osób i ze słabej organizacji Kościoła wschodniego. Inne racje odrzucenia Zachodu ze strony ortodoksów (ale i islamu oraz hinduizmu) wynikają z powodów etnicznych i psychologicznych. Wiadomym jest, że prawie we wszystkich krajach tradycji prawosławnej ortodoksja zawsze uosabia świadomość narodową. Fala nacjonalizmu w tych krajach niesie ze sobą również odnowienie ortodoksji w wymiarze fundamentalizmu ciążącego do oddalenia wszystkiego co nie jest prawosławne, jako obcego kulturze i tradycji państwa. Ostatnio na ulicach Aten miały miejsce manifestacje zorganizowane przez biskupów i mnichów. Tysiące osób wymachiwało flagami Bizancjum, Grecji i krzyżami, a na transparentach można było przeczytać po angielsku hasło: “Jestem ortodoksyjnym Grekiem i szczycę się tym.” Istnieje także fakt o wymiarze psychologicznym i historycznym. Jest wiadomym, że zakony Kościoła katolickiego przez wieki prowadziły dzieło prozelityzmu wśród ortodoksów i w innych religiach (myśli się tu o obecności katolików w Indiach, gdzie hinduiści, słusznie czy nie, czują się zagrożeni). Prawosławni postrzegają zakony katolickie w ich krajach, tak jak my katolicy podchodzimy z nieufnością do sekt protestanckich ze Stanów Zjednoczonych, które działają w naszych parafiach. Nawet na polu teologicznym były okresy, w których teologia prawosławna inspirowała się teologią scholastyczną najniższego lotu. W ten sposób np.: wieki XVII i XVIII w Rosji odznaczają się ogromnym wpływem katolickim i protestanckim nie tylko w teologii, ale także w ikonografii i w muzyce liturgicznej. To wszystko wytworzyło zamieszanie w kołach kościelnych i życiu świeckich, szczególnie moskwian. Wpływ teologii katolickiej na rosyjską był tak duży, że w czterech Akademiach Kościelnych (Kijów, Moskwa, Petersburg i Kazań) nauczanie teologii odbywało się po łacinie, jak również podręczniki dogmatyczne były pisane w tym języku aż do połowy XIX wieku. Dziś prawosławni pragną odzyskać świadomość indywidualności i tradycji odrzucając to wszystko co łacińskie, co więcej, ich teologia i duchowość często nie są twórcze, ale dialektycznie przeciwne chrześcijaństwu zachodniemu. Trzeba zauważyć kolejny wymiar, który znajduje swe miejsce w podświadomości świata prawosławnego. Ortodoksi i protestanci nie wierzą w szczerość Kościoła katolickiego na polu ekumenicznym, znajdując zbyt wiele sprzeczności pomiędzy oficjalnymi dokumentami Kościoła i praktyką. Można również stwierdzić, że prawosławni boją się Kościoła katolickiego, jego organizacji i bogactwa. Mylą oni Kościół z Watykanem i często z państwem Watykańskim, oraz oskarżają o sekularyzację, postrzegając go jako potęgę nie tylko na poziomie religijnym, ale również finansowym i politycznym. Boją się, że dialog ekumeniczny jest “koniem trojańskim”, który pozwoli Kościołowi katolickiemu wchłonąć prawosławie. Poglądy te, słuszne czy mylne, oddziałują w duszach ortodoksów i warunkują ich zachowania w odniesieniu do katolików, szczególnie do zakonów. Jeszcze bardziej dramatyczna sytuacja ma miejsce w krajach muzułmańskich i hinduistycznych. Wystarczy pomyśleć o problemach chrześcijan w Sudanie, Algierii, Indonezji, Indii. Dzisiaj nasze rodziny franciszkańskie działają na nowych terenach, bardziej wolnych z punktu widzenia politycznego, ale często o trudnych uwarunkowaniach ekumenicznych. Nasza obecność na nich jest z korzyścią tylko dla katolików czy też może mieć jakieś znaczenie dla niekatolików? Jakie winno być zachowanie franciszkanina gdy przybywa na tereny niekatolickie, i co więcej, z nastawieniem tendencyjnym w relacji do Kościoła katolickiego? Wystarczy, że dąży on do adaptacji cywilizacyjnej w tych państwach, do inkulturacji, aby zostać zaakceptowanym? Odpowiedź na te pytania przychodzi z zachowania samego Franciszka w relacji do świata i do muzułmanów. Jest interesującym dostrzec, że więcej jak 800- letnie postępowanie Franciszka, które teraz zaledwie odkrywamy, jest obecnie tak trudne w aplikacji, gdyż zakłada nawrócenie serca. Wcześniej jednak zobaczymy jakie było zachowanie Franciszka w relacji do świata i do ludzi innej religii, oraz zaznaczymy jak Franciszek został przyjęty przez niekatolików, i zapytamy się dlaczego on, katolik wierny Kościołowi, jest akceptowany i kochany przez niekatolików i niechrześcijan.

Franciszek w ocenie niekatolików

Nie jest bez znaczenia fakt, że Franciszek jest najbardziej kochanym i akceptowanym świętym Kościoła katolickiego ze strony niekatolików. Zatrzymamy się na relacji ze światem i z kulturą ortodoksyjną, ponieważ przedstawia ona największe problemy w spotkaniu z innymi. Święty Franciszek uosabia najlepiej syntezę duchowości łacińskiej i greckiej, i to dlatego, że jego intuicja chrześcijańska, pochodząca ze źródła wszelkiej duchowości – Pisma Świętego – wchłonęła również bogactwo świata wschodniego. Jest to przyczyna dla której św. Franciszek jest “domownikiem” w świecie ortodoksji tak słowiańskiej jak greckiej. Powtarzając za Olivier Clement, znanym francuskim teologiem prawosławnym: “Święty Franciszek jest najbardziej popularnym zachodnim świętym, najbardziej kochanym w prawosławiu.” Wielki filozof i teolog rosyjski Nicolas Berdjaev (1874-1948) widział we Franciszku “najważniejszy fakt w historii chrześcijaństwa po życiu samego Jezusa Chrystusa.” O. Clement twierdził, że teolog rosyjski Vlandimir Lossky (1903-1958) żywił szczególną pobożność do św. Franciszka z Asyżu i uznawał go za jednego ze swoich orędowników. Mówił często o nim swoim dzieciom i jednym z najważniejszych ofiarowanych im prezentów był życiorys św. Franciszka. We francuskiej diasporze rosyjskiej Nikita Struve, historyk kościoła rosyjskiego XX wieku, kilka lat temu apelował we wprowadzeniu do “Posłańca prawosławnego”, by świętość Franciszka z Asyżu została uznana oficjalnie przez Kościół prawosławny. Obecnie N. Surve był, wraz z mnichami z Góry Atos, jednym z tych, którzy stwierdzili specyficzność prawosławia i wyakcentowali różnice dzielące prawosławie i katolicyzm. W świecie greckim przede wszystkim intelektualiści zakochali się we Franciszku. Tym, który przyczynił się najwięcej do propagacji św. Franciszka w Grecji był Nikos Kazantzakis, największy współczesny grecki powieściopisarz. Wystarczy wspomnieć jego znane powieści, także na Zachodzie jak, Grek Zorba, Ostatnie kuszenie Chrystusa, Chrystus ukrzyżowany po raz wtóry i inne. W swoim poszukiwaniu Absolutu objechał świat, żył na Górze Atos, wśród mnichów Tybetu i Indii, w ten sposób poszukiwał świętości. Napisał o sobie w autobiografii: “Moim pierwszym dążeniem było poszukiwanie wolności. Drugim, które wewnętrznie mnie niszczy i niepokoi, jest ogromne pragnienie świętości.” Po raz pierwszy poznał on Franciszka i franciszkanów w rodzinnym mieście Iraklion na Krecie, gdzie znajdował się klasztor Kapucynów. Następnie, po przeprowadzce z rodziną na wyspę Naxos, w latach 1897-1899 uczęszczał do szkoły Świętego Krzyża, prowadzonej przez franciszkanów. Gdy przetłumaczył Boską Komedię Dantego, dla którego żywił najwyższe uznanie, nauczył się na pamięć jedenastej Pieśni Raju, która jest jedną z najbardziej wyszukanych stron literatury o św. Franciszku. Po długich poszukiwaniu Absolutu dotarł do Asyża, gdzie pozostał przez rok. Tu rozpoznał we Franciszku, jak sam wyznaje, “absolutny prototyp świętości.” Spotkał również w Asyżu pisarza duńskiego J. Jörgensen i zaprzyjaźnił się z nim. Owocem tej przyjaźni było tłumaczenie na język grecki książki Jörgensena “Święty Franciszek z Asyżu”, opublikowanej podczas II wojny światowej. Później Kazantzakis napisał jedną ze swoich najpiękniejszych powieści “Boży Biedaczyna”, która jest fikcyjnym życiorysem Franciszka, ubogaconym o osobiste interpretacje autora, ale pełnym zaskakującej świeżości poetyckiej. Siła wyrazu w tej powieści jest tak duża, że skandalizuje, porywa, zmusza do refleksji i nie pozostawia czytelnika obojętnym. Aby zrozumieć co prezentuje Franciszek dla Kazantzakisa tłumaczymy fragment wstępu do książki Jörgensena, gdzie opowiada o swoim spotkaniu z nieznanym mu duńskim pisarzem. Przedstawiając się powiedziałem: – Jestem z Grecji i przyjechałem do Asyża, bo kocham Franciszka.  Ja pochodzę z drugiego końca Europy, odpowiada nieznajomy, z Danii. Również kocham świętego Franciszka i przybyłem tu by go czcić. Dlaczego Pan kocha Franciszka?  Z dwóch powodów, odpowiedziałem. Po pierwsze ponieważ był poetą, największym poetą wczesnego Renesansu. On pochylał się i słuchał wnętrzem rzeczy najpokorniejszej i nieznaczącej, czegoś nieśmiertelnego, ukrytego: melodii. Ma rzeczywiście rację jego biograf Tomasz z Celano, gdy mówi: “Jeszcze tylko ściana ciała oddziela go od widzenia Boga.” (1 Cel 13) Dlatego potrafił słuchać tej melodii za tą przesłoną ciała. Tą melodię nazywał Bogiem, ja do teraz nazywam ją poezją”. We wstępie do książki “Boży Biedaczyna” Kazantzakis pisał: “Miłość, cześć, podziw dla tego bohatera są uczuciami, które dominowały we mnie gdy pisałem tę legendę, bardziej prawdziwą niż sama prawda: często łzy zraszały rękopis i często ręka, co nosiła znamiona rany, która ciągle się odnawia i wiecznie jest zadawana, poruszała się przede mną w powietrzu. Gdy pisałem, odczuwałem zewsząd, wokół mnie, jego nieprzerywalną obecność. Dlatego dla mnie św. Franciszek uosabia prototyp człowieka gorliwego, który w ciągłej i twardej walce, potrafił zrealizować najwyższy obowiązek narzucający się człowiekowi, i który jest ponad samą prawdą etyki i piękna: przekształcić w ducha materię, którą Bóg mu zawierzył.” Kolejna osobistość dzisiejszej Grecji, która zdumiała się świętością Franciszka, to Pannaghiotis Kanellopoulos, jeden z najbardziej szanowanych greckich intelektualistów i polityków. Były premier napisał monumentalne dzieło pt.: “Historia ducha europejskiego”. W pierwszym tomie traktując o Franciszku pisze: “Jest możliwe, że są naprawdę świętymi ci, którzy zamykają się w klasztorze na Górze Synaj czy Górze Atos, jeśli zdołali rzeczywiście i głęboko żyć przykładem świętych hezychastów. Ci jednak (jak św. Franciszek), którzy chodzili od miasta do miasta, dając innym swoje sandały (jeśli je mieli), raniąc stopy w poszukiwaniu trędowatych, by przemywać ich rany, którzy woleli ratować innych aniżeli siebie samych i mieli siłę ducha, by uśmiechać się gdy byli bici, czy kamienowani, czy wyśmiewani, nie przestając kochać; ci byli o wiele bardziej świętymi niż inni. Ich obecność w świecie była decydująca dla rozwoju historii… Dzisiaj po ośmiu wiekach historii, i postrzegając absolutny model wcielony przez Chrystusa, możemy stwierdzić, że Franciszek przedstawia najbardziej ludzką figurę jaką stworzyła Europa. Jego życie i jego poezja są czymś wyjątkowym w historii. Ale czy jest możliwe odróżnić życie Franciszka od jego poezji? Według wizji Kwiatków jego życie jest ciągłą poezją.” Fotis Contoglou, największy pobizantyjski grecki pisarz ikon i jednocześnie teolog ikonografii, powtarzał z ewidentnym akcentem polemicznym, że św. Franciszek był “jedynym świętym prawosławnym Kościoła katolickiego.” Akceptacja św. Franciszka ze strony prawie wszystkich niekatolików bazuje się na niektórych aspektach duchowości franciszkańskiej, które czynią Bożego biedaczynę człowiekiem będącym własnością całej ludzkości, i które powinny charakteryzować działalność franciszkanina na każdym miejscu, szczególnie tam, gdzie większość nie jest katolicka, i co więcej, istnieją trudności w dialogu ekumenicznym.

Franciszek żyje Ewangelią w ubóstwie i w mniejszości

Prawosławni wyrzucają katolikom, że przesłonili świeżość Ewangelii strukturą podobną do władzy świeckiej. Katolicyzm, tak średniowieczny jak i dzisiejszy, postrzegany jest jako ogromny mechanizm, dobrze zorganizowany, z wielością środków gotowych, by wchłonąć kultury i tradycje innych. Misjonarze w tej wizji byliby żołnierzami papieża wysłanymi by zdobywać inne religie dla niego. Jest jasnym, że te uczucia są przeżywane często na poziomie podświadomości. Święty Franciszek jest widziany jako ktoś, kto przez swój sposób życia i nauczania dystansuje się od tego negatywnego wrażenia. Biedaczyna zadziwia niekatolików swoją ewangelicznością, i dzięki jej uniwersalności zostaje zaakceptowany przez wszystkie kultury. Jak stwierdza Paweł VI “Ewangelia jest niezależna od wszystkich kultur” (Evangelii nuntiandi, 20). Franciszek nie tylko w swoich Pismach odnosi się stale do Ewangelii i pragnie, by jego bracia żyli “według Ewangelii świętej”, ale poprzez swój styl życia jest ubogim i pokornym; nie pragnie narzucać się nikomu w sposób triumfalny, i dzięki temu nie boi się nikogo, a druga osoba nie musi się bronić przed nim, gdyż nie chce nikomu nic zabrać, oraz samemu nic nie posiadać. Mniejszość, ubóstwo, prostota, szczera autentyczność są bronią, którą przyciąga on bliźniego do siebie. Gdy do nich doda się prawdziwą miłość, nie pragnącą zdobywać, ale ofiarować się, wtedy realizuje się niosące wolność spotkanie z drugim. Także w tym naśladuje on przykład Chrystusa, Słowa Wcielonego, które by mówić do ludzi zechciało ogołocić się w kenosis wcielenia, męki i śmierci. I dlatego podczas Synodu na temat ewangelizacji w 1974 roku biskupi afrykańscy stwierdzili: “Biskupi Afryki i Madagaskaru oceniają za zupełnie przestarzałą tzw. teologię przystosowania. Zastępuje ją teologia wcielenia.” Znaczenie Wcielenia, które znajduje swoje wypełnienie w misterium paschalnym, wyraża się w twierdzeniu doświadczalnym i egzystencjalnym, że Bóg jest naprawdę z nami, jest częścią naszej historii, każdej historii. Jest więc niemożliwe kanonizowanie jednej historii czy partykularnej kultury. Zauważa się to jeszcze wyraźniej, gdy analizuje się jak Franciszek podchodził do kwestii misji.

Ideał misyjny Franciszka

Paradygmat wcielenie – kenoza jest już powszechnie przyjęty w teologii misji. Przyczynek do ewangelizacji kultur zależy od teologii misji, którą się przyjmuje. Wcześniej misja była postrzegana jako podbijanie, misjonarze wyruszali dla zdobycia błądzących, by nie zginęli w piekle. Mówiło się o misji jako implantatio Eccelsiae i zakładano misje handlowe i militarne w obcych krajach. Sobór Watykański II zmienił tą mentalność, mówiąc o dialogu, rozpoznając w innych religiach i kulturach pozytywne i święte elementy oraz ziarna Słowa. Misja bazuje się na sposobie obecności Trójcy w świecie: “Kościół pielgrzymujący jest misyjny ze swej natury, ponieważ swój początek bierze wedle planu Ojca z posłania (ex missione) Syna i z posłania Ducha Świętego. Plan ten zaś wypływa “ze źródła miłości”, czyli z miłości Boga Ojca. On to, będąc Początkiem bez początku, z którego rodzi się Syn, a przez Syna pochodzi Duch Święty, stwarzając nas dobrowolnie w swej niezmiernej i pełnej miłosierdzia łaskawości i powołując łaskawie do uczestnictwa z sobą w życiu i chwale, rozlewa hojnie swą boską dobroć i rozlewać jej nie przestaje, tak żeby będąc Stwórcą wszystkiego, stał się ostatecznie “wszystkim we wszystkich” (1 Kor 15, 28).” (Ad Gentes 2) Taka misja Boża ma wymiar uniwersalny i Gaudium et spes stwierdza: “Skoro bowiem za wszystkich umarł Chrystus i skoro ostateczne powołanie człowieka jest rzeczywiście jedno, mianowicie boskie, to musimy uznać, że Duch Święty wszystkim ofiarowuje możliwość dojścia w sposób Bogu wiadomy do uczestnictwa w tej paschalnej tajemnicy.” (Gaudium et spes 22) Kościół jest sakramentem Bożym wzniesionym pośród narodów, jest on żywym proroctwem dialogu miłości pomiędzy Bogiem i ludzkością, a jego misja wyraża się byciu żyjącym miłosierdziem Bożym w świecie. Misjonarz jest bezbronnym prorokiem, który wzywa lud do nawrócenia, by odkrył miłość Boga, i tak jak Chrystus, jeśli jest to konieczne, oddaje swoje życie z miłości. Pragnienie Franciszka by iść do ludzi wynika z jego własnego i kluczowego doświadczenia. Pewnego dnia w Porcjunkuli Franciszek słyszy fragment Ewangelii o rozesłaniu Apostołów: “Ale pewnego dnia w tymże kościele czytano Ewangelię o tym jak Pan rozesłał swoich uczniów na przepowiadanie. Święty Boży, obecny tam, po ukończeniu obrzędów Mszy Św., pokornie poprosił kapłana o wyłożenie mu tej ewangelii, chcąc lepiej zrozumieć jej znaczenie. On opowiedział mu wszystko po porządku. Święty Franciszek usłyszawszy, że uczniowie Chrystusa nie powinni posiadać ani złota ani srebra czy pieniędzy, ani trzosu, ani torby, ani chleba, nie nosić laski w drodze, nie mieć obuwia, nie mieć dwu sukien, ale przepowiadać królestwo Boże i pokutę, natychmiast w duchu Bożym rozradowany wykrzyknął: “To jest, czego chcę, to jest, czego szukam, to całym sercem pragnę czynić” (1 Cel 22). Franciszek chce ukazać się przed światem ogołocony ze wszystkiego, ale bogaty w Słowo Boże. Gdy inni towarzysze dołączają do niego, Franciszek poprzez symboliczny gest dzieli ich na cztery grupy po dwóch i mówi: “Najdrożsi, idźcie po dwóch w różne strony świata, głosząc ludziom pokój i pokutę na odpuszczenie grzechów. Bądźcie cierpliwi u uciskach. Czujcie się bezpieczni, gdyż Pan wypełni swoją obietnicę. Pytającym odpowiadajcie pokornie, prześladującym błogosławcie, krzywdzącym was i ubliżającym dziękujcie, ponieważ ze względu na nich czeka nas królestwo wieczne” (1 Cel 29). Jeśli nawet chodzi tu o interpretację słów Franciszka jest znaczącym fakt, iż pierwsza wspólnota franciszkańska ma świadomość, że należy stanąć przed ludźmi tak jak Chrystus, głosząc pokój i pokutę. Zachowanie braci mniejszych musi być niosące pokój, pokorne i niekonfliktowe, nawet w przypadku doznawania agresji. Biedaczyna ukazuje się jako zwiastun pokoju i pokuty nie tylko chrześcijanom, ale i muzułmanom. Podczas Kapituły Zielonych Świąt 1219 roku, Franciszek przedstawił problem misji wśród wyznawców islamu, wobec trzech tysięcy braci. By dać dobry przykład, zadecydował o wyjeździe wraz z braćmi do Egiptu, gdzie przybył w czerwcu 1219 roku na jednym ze statków, które dowoziły zapasy i posiłki krzyżowcom oblegającym Damiata. Obserwując krzyżowców, dostrzegł, że nie chodziło tam o “sprawiedliwą wojnę”, dlatego podjął próbę przekonania przywódcy Krucjaty, kard. Pelagio Galvani oraz żołnierzy do zawieszenia broni i przyjęcia pokoju ze strony sułtana Malek-el Kamil (1218-1238). Wiadomo, że Franciszek nie został wysłuchany i wojsko chrześcijańskie poniosło bolesną klęskę pozostawiając na polu bitwy sześć tysięcy zabitych. Po tej porażce Franciszek zapragnął udać się do sułtana i epizod ten został opisany przez Jakuba z Vitry: “Mogliśmy widzieć tego, który jest założycielem i mistrzem Zakonu, któremu są posłuszni wszyscy inni jak przełożonemu generalnemu; człowiek prosty i niewykształcony, lecz umiłowany przez Boga i przez ludzi, o imieniu Franciszek. Był on tak przepełniony miłością i gorliwością ducha, że przybywszy do wojska chrześcijan, rozłożonego przed Damiata w ziemi egipskiej, chciał udać się, nieustraszony i zaopatrzony tylko w tarczę wiary, do obozu sułtana Egiptu. Saracenom, którzy go pojmali w drodze, powtarzał: Jestem chrześcijaninem, prowadźcie mnie przed waszego pana. Gdy został przed niego doprowadzony, sułtan, okrutne zwierze, patrząc na wygląd człowieka Bożego, zmienił się w łagodną osobę, i przez wiele dni słuchał bardzo uważnie, podczas gdy Franciszek głosił Chrystusa jemu i jego świcie. Następnie, przestraszony tym, że ktoś z jego otoczenia mógłby nawrócić się do Pana z powodu skuteczności słów Franciszka, i przeszedłby do wojska chrześcijańskiego, odprowadził go z honorami i ochroną do naszego obozu, i gdy żegnał się z nim polecił mu: Módl się za mnie, aby Bóg zechciał mi objawić jakie prawo i wiara są Mu bardziej drogie” (Historia Occidentalis, 32; FF 2227). Odnośnie tego opowiadania badacz franciszkanizmu R. Manselli pisał: “Ze słów francuskiego prałata wynika jasno, że nie chciał on (Franciszek), ani nie miał żadnej zbrojnej ochrony czy listu żelaznego; podczas trwających operacji wojennych kierował się jedynie żarem wiary i duchem misyjnym. Także muzułmanie byli braćmi, którym należało ukazać prawdziwą drogę zbawienia, tą którą może zaofiarować jedynie Jezus Chrystus.” Posiadamy inne świadectwo pochodzące ze Zbioru Asyskiego, w którym przejawia się bardzo wyraźnie uniwersalistyczny duch Franciszka oraz sposób jego aktualizacji. W maju 1217 roku rozpoczął on podróż do Francji i we Florencji natknął się na kardynała Ugolino. “Biskup bardzo ucieszył się z przybycia błogosławionego Franciszka. Ale kiedy dowiedział się, że ten chce iść do Francji, zakazał mu, mówiąc: – Bracie, nie chcę, abyś szedł za góry, albowiem są w Kurii Rzymskiej liczni prałaci i inni, którzy chcieliby zaszkodzić twojemu zakonowi. Ja zaś i inni kardynałowie, którzy kochamy twój Zakon, pilniej będziemy go strzec i wspomagać, jeśli pozostaniesz w granicach tej prowincji. Błogosławiony Franciszek odpowiedział: – Panie, byłoby dla mnie wielkim wstydem pozostać w tym kraju skoro wysłałem braci do odległych prowincji. Biskup, jakby ganiąc go, powiedział mu: – Dlaczego wysłałeś twych braci tak daleko, by umarli z głodu i byli narażeni na tyle innych utrapień? Błogosławiony Franciszek prorokując odpowiedział mu z wielkim żarem ducha: – Więc myślicie i wierzycie, Panie, że Pan Bóg posłał braci tylko dla tych prowincji? Prawdziwie mówię wam: Bóg wybrał i posłał braci dla pożytku i zbawienia wszystkich ludzi całego świata; zostaną przyjęci nie tylko w krajach zamieszkałych przez wierzących, ale także przez niewiernych. Niechaj zachowują to, co przyrzekli Bogu, a Bóg da im u niewiernych jak i u wiernych wszystko, czego tylko będą potrzebowali. Biskup zdziwił się na te słowa, przekonując się, że Święty powiedział prawdę. Jednak biskup nie pozwolił mu pójść do Francji. Błogosławiony Franciszek wysłał więc tam brata Pacyfika z innymi braćmi, a sam powrócił na Dolinę Spoleto.” (ZAs 108) Sposób, w który brat mniejszy winien “inkulturyzować się”, gdy z “boskiego natchnienia” idzie do niewiernych został określony przez Franciszka XVI rozdziale Reguły niezatwierdzonej: “Bracia zaś, którzy udają się, mogą w dwojaki sposób duchownie wśród nich postępować. Jeden sposób: nie wdawać się w kłótnie ani w spory, lecz być poddanymi wszelkiemu ludzkiemu stworzeniu ze względu na Boga (1 P 2, 13) i przyznawać się do wiary chrześcijańskiej. Drugi sposób: gdyby widzieli, że tak się Panu podoba, niech głoszą słowo Boże… I wszyscy bracia, gdziekolwiek są niech pamiętają, że oddali się i ofiarowali swoje ciało Panu Jezusowi Chrystusowi. I miłości do Niego powinni się wydawać nieprzyjaciołom tak widzialnym, jak niewidzialnym, bo Pan mówi: Kto straciłby życie swoje dla Mnie, zachowa je (Łk 9, 24) na życie wieczne (Mt 25, 46).” (1 Reg XVI, 5-7; 10-11) Dla Franciszka przepowiadanie czy program społeczny nie zajmowały pierwszego miejsca, ale styl życia brata mniejszego: bracia zawsze, lecz szczególnie w sytuacjach ekstremalnych i wśród niechętnych ludzi, nie powinni kłócić się, dyskutować, ale dla innych być przykładem braterstwa. Co więcej, dalecy od pragnienia narzucania się, oni sami winni być podporządkowani innym, a nawet wszelkiemu ludzkiemu stworzeniu. Wierny swojemu imieniu “mniejszy”, brat powinien pozostać najmniejszym w relacji do wszystkich i zajmować zawsze ostatnie miejsce. Wyznawanie wiary ustami i przepowiadanie przychodzi po żywym świadectwie w braterskiej zgodzie, w pojednawczym zachowaniu i w bezwarunkowym posłuszeństwie ludziom. Nie sprzeciwiać się innym agresywnie i polemicznie, lecz iść do ludzi w sposób otwarty, dyspozycyjny i służebny, opanowywać siebie samego, by działać pojednawczo, żyć w braterstwie, być uległym osobom o innych zwyczajach, kulturze i religii, bez zapierania się własnej wiary, oto pokrótce sens inkulturacji misji franciszkańskiej. Oznacza to brak agresji, odrzucenie triumfalizmu, dyspozycyjność dla pokoju, odwagę wiary, otwarcie na dialog, aż po męczeństwo. W wersetach 12-15 XVI rozdziału, Franciszek przytacza słowa Chrystusa, który zapowiada swoim uczniom prześladowania i śmierć z powodu ich wierności i miłości do Niego, Mistrza, który jako pierwszy przebył drogę uniżenia aż do śmierci. (Mt 5, 10-12; J 15, 20; Mt 10, 23) Język Franciszka i wybór tych słów Jezusa świadczy o realizmie, ponieważ jeśli bracia przyjmą Chrystusa jako punkt odniesienia i cel ich medytacji, muszą być otwarci na zaangażowanie życia, a kto się angażuje wystawia się na niebezpieczeństwa. Rozdział XVI Reguły niezatwierdzonej przedstawia jasno możliwość i niebezpieczeństwo męczeństwa; gotowość na nie jest wymagana nie tylko od tych, którzy “idą do saracenów”, ale od “wszystkich braci gdziekolwiek są”. Franciszek uznawał za przyjaciół prześladowców i zadających śmierć, ponieważ są przyczyną osiągnięcia życia wiecznego: “Naszymi więc przyjaciółmi są ci wszyscy, którzy nas niesprawiedliwie dręczą i nękają, upokarzają i krzywdzą, zadają ból i cierpienie, męczarnie i śmierć. Powinniśmy ich bardzo kochać, ponieważ dzięki temu, co nam czynią, otrzymamy życie wieczne.” (1 Reg XXII, 3-4) Tak więc męczeństwo ukazywało się jako podstawowy wymiar naśladowania Chrystusa przez braci mniejszych. Franciszek nie wyłączał nikogo z zatroskania misyjnego, otwierał serce wszystkim ludziom zawsze jako prawdziwy i pokorny sługa nieużyteczny. Pragnął on nie tylko, by brat mniejszy nie polemizował z mającymi odmienne poglądy i był posłuszny aż do męczeństwa, ale z dużym “wyprzedzeniem” ekumenicznym nie waha się sam przyjąć zwyczajów od wyznawców islamu, rozpoznając w ten sposób istnienie wspólnych elementów w różnych religiach. W Liście do rządców narodów pisze: “I tak wielką cześć dla Pana rozszerzajcie wśród ludu wam powierzonego, aby każdego wieczoru na głos herolda lub na inny znak cały lud oddawał chwałę i dziękczynienie Panu Bogu wszechmogącemu.” (LRz, 7) W tym pragnieniu Franciszka, by herold oznajmiał czas modlitwy i uwielbienia Boga, badacze widzą wpływ islamski pochodzący ze zwyczaju salat. Rzeczywiście podczas podróży misyjnej w latach 1219-1220, Franciszek pozostał pod wrażeniem muzułmanów słuchających wezwania do modlitwy powtarzanego kilka razy na dzień przez muezinów, i wznoszących swe modły do Bogu. Dla niego taka modlitwa zwrócona do Boga winna zjednaczać chrześcijan i wyznawców islamu. Także w liście skierowanym do całego Zakonu odnajdujemy akcent zwyczaju islamu i wschodnich chrześcijan, tj. prostracji, gdy wymawiano święte imię Boga: “którego imię gdy usłyszycie, oddawajcie mu pokłon z lękiem i z szacunkiem, pochyleni do ziemi (2 Ezdr 8, 6), imię Jego – Pan, Jezus Chrystus, Syn Najwyższego (Łk 1, 32), który jest błogosławiony na wieki (Rz 1, 25).” (LZ, 4) Nikt nie był wyłączony z pokornego i żarliwego zainteresowania Franciszka, rzeczywiście w drugiej części XXIII rozdziału Reguły niezatwierdzonej, po zwróceniu się do wszystkich stanów Kościoła, kieruje swój apel do całego świata: “…wszystkich małych i wielkich, i wszystkie ludy, plemiona, pokolenia i języki (Ap 7, 9), wszystkie narody i wszystkich ludzi na całej ziemi, którzy są i którzy będą, my wszyscy bracia mniejsi, słudzy nieużyteczni (Łk 17, 10), pokornie prosimy i błagamy, abyśmy wszyscy wytrwali w prawdziwej wierze i pokucie, bo inaczej nikt nie może być zbawiony” (1 Reg XXIII, 7b). Brat mniejszy, za przykładem Założyciela, na ile jest to dla niego możliwe będzie starał się dotrzeć do wszystkich ludzi, także tych najtrudniejszych i dalekich od jego własnej kultury i religii. Nie będzie dążył do panowania nad nimi w żaden sposób, nie będzie ich oszukiwał nieprawdziwą inkulturyzacją zewnętrzną, będzie natomiast dążył do ukazania się tym kim jest, prawdziwym bratem mniejszym, pokornym i uzbrojonym tylko w miłość. Jako kuglarz Boży będzie głosił pokój i zgodę, i gdy będzie tego wymagać sytuacja, dla miłości ofiaruje także własną krew. Tak postępując może nie doprowadzi do prozelityzmu, ale z pewnością będzie żywym obrazem tajemnicy kenozy Chrystusa zbawiającego wszystkich, również tych, co bezpośrednio Go nie uznają. Z pewnością sposób w jaki Franciszek ukazywał się ludziom i dialogował z nimi, z ich kulturami, nie jest łatwym do współczesnej aplikacji, choć pragnął by tą metodą kierowali się jego naśladowcy. Techniki misyjne, przygotowanie teologiczne, znajomość języków i obyczajów osób do których jesteśmy posyłani by pracować, są konieczne, lecz nie rozwiązujące wszystkich trudności. Posiadamy bogactwo, którego inne zakony nie mają, tzn. bycia uczniami Franciszka, świętego zaakceptowanego przez wszystkich, oraz bycia “braćmi mniejszymi”. To nasza słabość z ludzkiego punktu widzenia, ale to nasza siła i bogactwo w świetle wiary, i możemy mówić za św. Pawłem: “…ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.” (1 Kor 12, 10b) Franciszkanin pokorny i ubogi, bez roszczeń, który kocha bliźnich także w ich odmienności religijnej i kulturowej, który głosi pokój będąc łagodnym i bezbronnym, który jest otwarty na wszelki byt, również nieożywiony, stając się prawdziwym ekologiem, który podchodzi do innych bez pretensji triumfalistycznych, bez pragnienia zawładnięcia sumieniami z powodu przepowiadania prawdy, co więcej gotowy przyjąć od innych to wszystko, co posiadają dobrego i staje u ich boku jako brat mniejszy, taki franciszkanin będzie kochany i szanowany także przez niekatolików i niechrześcijan. Chrystus zanim będzie głoszony słowami zostaje przekazywany sposobem bycia brata mniejszego. Dialog z innymi będzie spotkaniem nie tyle słów co spotkaniem serc, i jeśli mimo tego zakończy się niepowodzeniem, ale będziemy żywić ciągle to samo uczucie miłości do bliźniego, który nie tego akceptuje, to sama nasza obecność w tych miejscach i wśród tych osób nie będzie bezużyteczna. Są to chwile, w których ukazujemy najbardziej “niepokojące” oblicze Chrystusa, Jego kenozę, tzn. Jego zbawienie dane wszystkim, także tym, którzy tego nie chcą zaakceptować.